|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
88 osób aktywnych przez ostatnie 5 minut. Dziś stronę odwiedziło 11190 osób.
|
|
|
|
|
|
Praca = pasja
W pracy kierujemy się sercem
Przyzwyczailiśmy się już do tego, że każdy dzień wyglądał tak samo. Żadnych
zmian - wspomina Halina Mielczarek-Szynczewska ze Zduńskiej Woli. Oboje z mężem -Janem - wstawaliśmy
o świcie. Niewyspani i przemęczeni zaczynaliśmy kolejny dzień harówki. Dwa łyki mocnej kawy i... do pracy.
Halina prowadziła dwa sklepy z damską odzieżą, Jan punkty dorabiania kluczy i biuro rachunkowe. Kiedy zaczynali, w Polsce były bardzo dobre czasy dla handlu. Ludzie mieli pieniądze wspomina Halina. - Do moich sklepów przychodziło bardzo dużo klientek. Jednak z roku na rok interesy szły coraz gorzej. Teraz większość klientów oglądała towar, nierzadko
nawet nie wchodząc do środka. Chociaż praca pochłaniała całkowicie ich czas, a mimo wysiłków ledwo zarabiali na koszty Halina i Jan nic nie zmieniali w swoim życiu. Nie mieli czasu, żeby spokojnie zastanowić się nad tym, do czego to prowadzi. Od 10 do 18 pracowali. Później jechali po towar i robili zakupy. Wracali do domu wieczorem. Zjadali obiad i kładli się spać. Marzyli o tym cały dzień. Pięć godzin snu to rzadkość, luksus wspomina Jan. I tak przez dwanaście lat. Praca na koszty, mielenie pieniędzy, zmęczenie, brak chęci do życia. Lepszych okresów jak na lekarstwo, natomiast gorsze zdarzały się często. Jak na złość. - Gdy nie udało się zarobić na koszty, zaległości spłacaliśmy przez pół roku - tłumaczy Halina. - Do codziennych problemów dochodził dodatkowy stres. To cud, że jeszcze jakoś funkcjonowaliśmy.
Marzyli o śnie
„.. .pomaga w leczeniu alergii" - tylko tyle zapamiętała Halina ze spotkania z Januszem Gabryniewskim w październiku 2002 roku. Była przemęczona, głodna i śpiąca. Nie mogła się skupić na tym, co mówił Janusz. Razem z Jaśkiem myśleli tylko o powrocie do domu. Marzyli jak zwykle o tym samym o śnie. Halina obiecała koleżance, że przyjdzie na to spotkanie. Danuta zapraszała mnie kilka razy. Wiedziałam, że to ponad moje siły, ale dla świętego spokoju zgodziłam j się przyjść. Później już nie wypadało się wycofać.
Ostatnie zdanie Janusza Gabryniewskiego wyrwało Halinę z półsnu. Jasiek od dawna cierpiał na dolegliwości alergiczne. Szczególnie wiosną i jesienią siąpiło mu mocno z nosa. Nic nie pomagało. Oprócz tego dokuczaly mu rzody żołądka. Przy tym trybie życia to nieuniknione wspomina Jan. Litrami wypijałem specyfiki reklamowane jako złote środki na zgagę. Kilkakrotnie wstawałem w nocy, żeby wypić lekarstwo, które przynosiło ulgę jedynie na kilka godzin. Halina kupiła butelkę preparatu, o którym mówił Janusz Gabryniewski. Alveo dopiero teraz zapamiętała nazwę. Jasiek pił preparat codziennie wspomina. Ale w pogoni dnia codziennego dopiero po trzech tygodniach zauważyliśmy, że już nie męczy go zgaga' i nie siąpi mu z nosa. Halina kupiła następną butelkę i, wbrew radom męża, podpisała umowę konsumencką. Postanowiłam zorganizować kolejne spotkanie z Januszem Gabryniewskim. Musiałam się dowiedzieć czegoś więcej o Alveo, niż tylko „...pomaga w leczeniu alergii"* Ponieważ Halina Itie miała już siły, aby zapamiętać to wszystka co o Alveo! i współpijacy z Akuna mówił Janusz, po-prosiłą męża, aby całe spotkanie nagrał jej na wideo. Słuchałam z zapartym tchem, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że nieprędko znajdę czas na kolejne spotkanie. Pomysł z nagraniem kasety wideo był jedynym rozwiązaniem - tłumaczy Halina.
Spotkania „przy obiedzie"
To był przełomowy moment w życiu państwa Szynczewskich. Spali jeszcze mniej, byli jeszcze bardziej zmęczeni, mieli jeszcze więcej zajęć. Ałe ich życie zaczęło się zmieniać. Halina organizowała spotkania w sprawie Alveo „przy obiedzie". Kochani, macie tu taśmę wideo, obejrzyjcie ją uważnie. Jak zjem obiad, odpowiem na wasze pytania mówiła do zainteresowanych osób, których ciągle przybywało. Dom Szynczewskich stał się „domem przechodnim". Każdego dnia przychodził ktoś, kto chciał pić Alveo i współpracować z Akuną. Oprócz tego Halina i Jan spotykali się z ludźmi w całej Polsce. Po zamknięciu sklepów jechali np. do Koszalina, a potem do Warszawy. Wracali do domu nad ranem, żeby kilka godzin później biec do pracy. To szaleństwo nie mogło trwać dłużej wspomina Jasiek. Kiedy zaczęli zgłaszać się do nas ludzie z podziękowaniami bo Alveo pomogło im odzyskać Jrowie i kiedy na naszym koncie pojawiły się pierwsze pieniądze z prowizji, musieliśmy podjąć jakąś decyzję. Jedynym słusznym rozwiązaniem było ograniczenie pracy w sklepach, a poświęcenie czasu Akunie. Nasze wysiłki tam i tak gnie przynosiły żadnych korzyści. Ani satysfakcji, ani zarobków, tylko stres i zmęczenie. Halina zamknęła jeden sklep. Jan prowadził jej księjgowość. Pierwsze wydruki wyglądały obiecująco wsporhina. To, co zdarzyło się później, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Dzbanek
W listopadzie Halina dostała no-inację na Lidera, miesiąc pozniej Lidera Dywizji. Kiedy prowizja wynosiła już tysiąc złotych, Szynczewscy postanowili każdą złotówkę z różnicy marży odkładać do dzbanka na kwalifikacje. Sześć tygodni później stać ich było na zakup dwudziestu butelek, które pozostały w obrocie. To nasz pierwszy sukces. Nie było łatwo, ale satysfakcja z pomocy sobie i innym olbrzymia. Nareszcie poczułam, że moja praca ma sens. Że jestem potrzebna uśmiecha się Halina. Spotkania z ludźmi napełniały mnie energią i dodawały wiary w siebie. Kiedy Alveo pomagało im odzyskać zdrowie i poprawić sytuację finansową, byłam bardzo szczęśliwa. To mobilizowało mnie do dalszej pracy. Pracy, która stała się moją pasją. „Dzień bez Alveo dniem straconym" powtarzałam sobie i trzymałam się tej zasady. To przynosiło efekty.
Pasja
Niedługo potem Jasiek postanowił, że też chce pracować w Akunie. Widział sukcesy żony i to dodało mu skrzydeł. Spróbujmy przez rok pracować systematycznie, wytrwale i konsekwentnie. Jeżeli ta praca da nam satysfakcję i stabilizację finansową, zrezygnujemy z reszty zaproponował Halinie. Oboje napisali na kartkach kwotę, jaką chcieliby zarabiać po roku. Gdy rok minął okazało się, że zarobki samego Jana znacznie przekraczają sumę kwot, które napisali. - Nie mieliśmy wątpliwości wspomina Halina. Czułam, że to jest praca dla mnie. Wszędzie spotykałam się z ludzką życzliwością. Pomagałam wszystkim ktorzy mojej pomocy potrzeb zali. Cieszyłam się z ich zdrowia Isukcesów. Z radością wstawałam cażdego dnia praca pochłania mnie bez reszty, ale nie"wysysała ze mnie całej energii i chęci do życia jak poprzednia. Wręcz przeciw nie uskrzydlała mnie.
Piękne i proste życie
Rezygnacja z biznesów, prowadzonych przez wiele lat, przyszła Szynczewskim bez trudu. Zamknęliśmy w naszym życiu rozdział, do którego już nie wrócimy. Kamień spadł nam z serca. W końcu mogliśmy zająć się biznesem dla nas - biznesem stworzonym przez ludzi i dla ludzi. Pracowaliśmy nie za karę, ale dla przyjemności. I to przynosiło wymierne korzyści. Zdrowotne i finansowe. Przestaliśmy się bać o naszą przyszłość. Życie stało się proste i piękne. Odzyskaliśmy poczucie godności. Żyjemy, aby pracować, a nie pracujemy, aby żyć.
Styczeń 2005 był dla Haliny miesiącem wyjątkowym. Otrzymała nominację na Vice Presidenta.
To było ogromne zaskoczenie. Życzliwi ludzie dzwonili do mnie z gratulacjami - uśmiecha się. -„Zasłużyłaś i zapracowałaś na to" mówili. Jeszcze większym zaskoczeniem była nagroda „Star of the year 2004" przyznawana na corocznej gali w Brnie. To największe wyróżnienie w firmie Akuna. Do tej pory nagrodę tę otrzymała jedna osoba, Marek Wawrzeńczyk z Warszawy. Ale to nie koniec radości. Dwa pierwsze miejsca na liście TOP 10 (czyli liście osób, które w 2006 roku zostaną zaproszone przez firmę Akuna na wycieczkę po słonecznych Karaibach) również należą do Haliny i Jlna Szynczewskich. Wytrwała praca przyniosła wspaniałe rezultaty. Jestem bardzo szczęśliwa - mówi Halina - moja praca jest moją pasją i rriiłością. Wszystkim tego życzę.
żródło-czasopismo:zdrowie i sukces Katarzyna Mazur
Tagi: , dobra praca, praca bez stresu, idealna praca, praca dla kazdego, praca dla wszystkich,
|
|
|